Zamknij

Kętrzyn 1960 i 1964 w obiektywie H. Hoppe i F. Olschewskiego

. 13:20, 11.05.2023 Aktualizacja: 10:16, 27.10.2025
Skomentuj Kętrzyn 1960 i 1964 w obiektywie H. Hoppe i F. Olschewskiego H. Hoppe reklamuje Mercedesa; żródło - Heinz C. Hoppe - Ein Stern fur die Welt

Centrum Biblioteczno-Kulturalne Powiatu Kętrzyńskiego zaprasza na otwarcie kolejnej, interesującej wystawy. Wernisaż odbędzie się w sobotę, 13 maja, przy ul. Pocztowej 11. Początek o godzinie 10.00.

 

- Zgodnie z zapowiedzią z października 2022 roku, zaprezentujemy na wystawie wszystkie fotografie uzyskane od Edith Kaes, kierowniczki archiwum Kreisgemeinschaft Rastenburg. Obok nich, dla porównania jak zmienił się Kętrzyn, będą zdjęcia współczesne – informuje Tadeusz Korowaj, dyrektor CBK.

Heinz Carl Hoppe - przemysłowiec, członek zarządu Daimler-Benz AG, który odpowiadał za sprzedaż zagraniczną samochodów Mercedes - urodził się 16 lutego 1917r. w rodzinie zarządcy majątku w Szatach Wielkich (do 1945r. Groß Schatten), niewielkiej miejscowości położonej na północ od Kętrzyna, na terenie gm. Barciany. Maturę zdał w 1935r. w Rastenburgu (ob. Kętrzyn). W czasie II wojny światowej służył w Wehrmachcie (artyleria), brał udział w wojnie przeciwko Polsce w 1939r. Potem walczył na froncie zachodnim, a w kampanii rosyjskiej w 1941r. został ciężko ranny pod Leningradem. Po powrocie do zdrowia służył jako pisarz sztabowy. Po kapitulacji Niemiec w 1945r. został wzięty do niewoli przez Amerykanów, jednak ze względu na ślady odniesionych ran został szybko zwolniony.

W styczniu 1946r. Hoppe rozpoczął działalność w firmie Carl Freudenberg w Weinheim, która w kilku lokalizacjach produkowała głównie wyroby z gumy i tworzyw sztucznych do wyposażenia technicznego (np. uszczelki) i życia codziennego (np. podeszwy do butów). Pod koniec 1947r. objął kierownictwo zakładu. Odbył więc długą podróż rozpoznawczą do USA, aby zobaczyć producentów wyrobów gumowych, a następnie wprowadził rozbudowę zakładu i modyfikacje produkcji w zakładzie macierzystym, co opłaciło się firmie. Podczas drugiej wizyty w USA zrodził się pomysł osiedlenia się tam prywatnie.

W październiku 1954r. przeniósł się do koncernu samochodowego Daimler-Benz, którego zespół zarządzający szukał kogoś z doświadczeniem w USA. Został wysłany na wschodnie wybrzeże USA jako przedstawiciel firmy. Nowa filia Daimler-Benz, która rozpoczęła działalność w 1955 r., została nazwana Daimler-Benz of North America (DBNA). Jako jej wiceprezes wykonywał prace przygotowawcze w organizacji sprzedaży z pomocą doświadczonych firm amerykańskich i połączeniem lokalnego wsparcia technicznego z firmą niemiecką. Produkcja pojazdów nadal odbywała się w Stuttgarcie.

W 1963r. H. Hoppe został mianowany szefem wydziału przemysłowego ds. dystrybucji surowców i towarów w NATO na wypadek wojny. Od 1965r. pełnił również funkcję wiceprezesa wykonawczego i dyrektora rezydenta firmy Mercedes-Benz w Ameryce Północnej.

W 1968r. awansował na prezesa trzech amerykańskich spółek zależnych DBNA, MBNA i MBC (Mercedes-Benz Canada). W listopadzie 1970r. został powołany do Zarządu Daimler-Benz AG. Jego obszarem odpowiedzialności był dział eksportu. Obejmowało to około 3000 pracowników, łącznie z obsługą klienta i częściami zamiennymi. Kierując się zasadą, która odniosła sukces za granicą, Hoppe założył w wielu krajach spółki zależne, którym powierzono sprzedaż.

Z przywódcami ZSRR Hoppe zawarł kontrakty na dostawy pojazdów i wsparcie Letnich Igrzysk Olimpijskich w 1980r., które odbyły się w Moskwie, a także na pojazdy opancerzone i testy dwóch autobusów przegubowych na ulicach Moskwy. Pomimo bojkotu igrzysk olimpijskich przez Niemcy, obie strony wypracowały dodatni bilans i nadal utrzymywały relacje biznesowe, co ostatecznie wysłało pozytywny sygnał dla przyszłej wymiany handlowej w bloku wschodnim.

Po połączeniu się ze sprzedażą krajową w styczniu 1977r. Hoppe był najwyższym autorytetem w zakresie sprzedaży. W 1981r. mógł na własnej skórze przekonać się, jak jego propozycja, po raz pierwszy złożona pięć lat wcześniej, dotycząca oferowania małego, kompaktowego samochodu według standardów Mercedesa, została zrealizowana z modelem „190”, co przeciwdziałało załamaniu sprzedaży w późniejszych latach recesji. Po przejściu na emeryturę w 1982r. piastował różne stanowiska w zarządach i był członkiem kilku organizacji.

Po wczesnej śmierci pierwszej żony, Hoppe ożenił się po raz drugi, miał trzy córki i syna. Zmarł 12 czerwca 1994r.

W swojej, wydanej w 1991r., autobiografii „Ein Stern für die Welt” („Gwiazda dla świata”) Heinz C. Hoppe opisał swoje życie i pracę zawodową oraz związane z tym wydarzenia z całego świata (np. w Iraku, Iranie, Egipcie). Poniżej fragmenty jego autobiografii przedstawiający okres dzieciństwa i młodości:

„Urodziłem się 16. lutego1917 roku w Szatach Wielkich w powiecie kętrzyńskim. Majątek, zarządzany przez mojego ojca, należał do rodziny hrabiego von Schwerin z Mildenitz (Mecklenburgia). Ojciec Georg (1872-1932) był rolnikiem i zarządzał dobrami księcia Salm-Salm w Rhede (Westfalia). W 1900 roku napisał do hrabiego Lutz von Schwerin z Mildenitz list - podanie z prośbą o pracę jako zarządca majątku w Szatach Wielkich. Podanie zostało pozytywnie rozpatrzone i hrabia zaprosił ojca na rozmowę. W jej trakcie hrabia stwierdził, że spodobała się mu treść podania, ale miał jedno zastrzeżenie. Chodziło o to, że był za młody, aby objąć tak odpowiedzialne stanowisko w odległych Prusach Wschodnich. Ojciec dał porywającą odpowiedź: »jeśli to jest jedyny błąd, który u mnie można zobaczyć, to wierzę, że to zadanie mogę przyjąć. Młodość jest jedynym błędem, który z dnia na dzień będzie się pomniejszał«. Odpowiedź bardzo spodobała się  hrabiemu i zatrudnił ojca. Pięć lat później ożenił się z Marią Pohlschröder z Ahaus w Westfalii, leżącej niedaleko jego rodzinnej miejscowości Ottenstein. W Szatach Wielkich urodziło się sześcioro dzieci: Maria, Elisabeth, Magdalena, Hilde i Hans, ja byłem najmłodszy. Ojciec zabiegał o wykształcenie swoich dzieci, szczególnie córek, dbał o ich niezależność na przyszłość. Luksus nie był nam znany w naszym skromnym, ale pięknym życiu w majątku w Szatach. Przebywało u nas dużo osób, z dziećmi, domową nauczycielką, praktykantami. W gospodarstwie pracowali robotnicy, byli też sezonowi pracownicy, którzy pracowali przy zbiorach buraków, czy też kobiety uczące się jako pomoc kuchenną. Moja matka zajmowała się tym z rozwagą i dobrocią. W kręgu rodzinnym grano na różnych instrumentach. My dzieci musieliśmy uczyć się wierszy a potem recytować. Okazyjnie były też przedstawiane małe teatry. Cała rodzina pomagała w kuchni i w ogrodzie. Przy tym panowała pogodna i harmonijna atmosfera. Podwaliną tego było szczęśliwe i religijne małżeństwo moich rodziców.

Z dziecięcych wspomnień najbardziej zapamiętałem odwiedziny w Szatach Wielkich hrabiego Lutza von Schwerin. Panowało wówczas małe zdenerwowanie, nawet poza domem musiano wszystko pozamiatać i wyczyścić. Jako dzieci nie mogliśmy wchodzić do biura, żeby nie przeszkadzać w rozmowach. Posiadłość obejmowała ogółem 195 hektarów, z tego 162 hektary ziemi rolnej. Stan pogłowia w 1913 roku wynosił: 100 sztuk bydła, 80 świń i sztuk 20 koni. Do majątku należały też cegielnia oraz dwa obszary leśne z leśniczówkami w Marszałkach i Sińczyku. Mogłem często jeździć z moim ojcem na aukcje drzewne. Samochodu w 1920 roku jeszcze w Szatach Wielkich nie było. Do odległej o ok. 30 kilometrów leśniczówki Marszałki pokonywaliśmy bryczką konną, a w okresie zimowym saniami.

Przypominam sobie bardzo dobrze topole i staw na pastwisku, nad którymi fruwały wrony. Jako 11-letni chłopiec wziąłem potajemnie flower z szafy mego ojca, żeby strzelać do wron. By być coraz bliżej celu, wspinałem się na drzewo i czekałem na czarne ptaki. Nagle powiał silny wiatr i spadłem z drzewa. Załadowany flower wypalił i trafił mnie w kolano. Mój starszy brat odwiedził mnie później w szpitalu w Kętrzynie i przyniósł mi aparat fotograficzny, który otrzymał od ojca. Jako ofiara zabronionego polowania na kraczące wrony przyjąłem go z nogą w gipsie i o kulach. Aparat fotograficzny wisiał później w moim pokoju „dla odstraszania”. Ten wypadek nie odstraszył mnie jednak od bycia fanatykiem „polowania”. Zwierzęta odegrały w moim życiu bardzo wielką rolę. Jako dziecko miałem około 100 królików, które sam karmiłem. Później zainteresowałem się końmi i tak zacząłem się pasjonować jazdą konną. Będąc w szkole średniej chodziłem do kętrzyńskiej stadniny koni, gdzie jeździłem godzinę dziennie na trakenie „Blaubart”.

Do trzeciego roku szkolnego moje rodzeństwo i ja byliśmy nauczani przez jedną domową nauczycielkę. Później wysłał mnie ojciec do szkoły podstawowej w Starej Różance. Aby uczęszczać do średniej szkoły trzeba było jeździć do miasta powiatowego. W roku 1928 zostałem wysłany do humanistycznego gimnazjum im. Księcia Alberta i mieszkałem z moim bratem Hansem w internacie w Kętrzynie. Wiosną można już było jeździć do szkoły rowerem albo kolejką wąskotorową czy też samochodem, który woził mleko do mleczami w Kętrzynie. W szkole obowiązywała nauka języka łacińskiego, gdzie nauczyciele, jako najlepszy środek do uczenia, często używali trzciny. Nauka łaciny i greki sprawiała mi wielką przyjemność. Mój ojciec przytaczał dawną mądrość, że człowiek uczy się nie dla szkoły tylko dla siebie. Gimnazjum ukończyłem w 1935 roku.

W roku 1932 zmarł mój ociec na zapalenie otrzewnej. Na łożu śmierci, ostatnie słowa mego ojca do nas brzmiały: »bądźcie skromni i prości«. Na pogrzebie było bardzo dużo ludzi, obecna też była hrabina von Schwerin. Miałem wtedy 15 lat i jego śmierć dotknęła mnie głęboko, po szkole odwiedzałem grób ojca. Po jego śmierci Szaty Wielkie przejął 50-letni Boto Schrewe, który wcześniej pracował w majątku hrabiego von Groeben w Łabędniku. Nazywano go »Panem Majorem«. Szybko zdobył zaufanie i wielki szacunek u pracowników i w naszej rodzinie. Z czasem między moją siostrą Elisabeth i Boto zrodziło się uczucie, które w roku 1934 zaprowadziło ich do ślubu. Pomimo dużej różnicy wieku panowała między Boto Schrewe a mną prawdziwa przyjaźń. Moja rodzina żyła w Prusach Wschodnich do 1945 roku. Oficjalnie rodzinne strony mogłem odwiedzić w roku 1975 wraz z siostrami i z całą rodziną. Aby wszelkie wątpliwości w czasie jazdy rozwiać, razem z Panem Poniatowskim z Ambasady Polskiej w Bonn przedyskutowaliśmy plan podróży. Najpierw była podróż statkiem do Gdańska. Byliśmy bardzo mile zaskoczeni, kiedy w Grand-Hotelu w Sopocie zostaliśmy serdecznie przywitani przez przedstawiciela polskiego rządu, który bardzo pięknie mówił po niemiecku. Następnego dnia zorganizował nam wspaniały koncert organowy w Oliwie. Dalszy przebieg wycieczki był bardzo serdeczny, jeśli nie nadzwyczajny. Nasz polski konwój prowadził naszego mercedesa na światłach przez dawne Prusy Wschodnie przez Malbork do Kętrzyna. W Szatach Wielkich byliśmy już oczekiwani. Wizytę świętowaliśmy restauracji. Kontakt z mieszkańcami Szat Wielkich nie został przerwany. Zawsze, kiedy było to możliwe,  udzieliłem pomocy, jak choćby w zorganizowaniu wyjazdu mieszkańców na spotkanie z papieżem Janem Pawłem II w czasie jego pielgrzymki w Polsce.

Kiedy w zarządzie firmy Daimler-Benz AG (Mercedes) rozmawiano o przygotowaniu do moich 65. urodzin, zapytano mnie, co bym sobie życzył na urodziny? W drodze do firmy przeczytałem, że 13 grudnia 1981 roku ogłoszono w Polsce stan wojenny. Spontanicznie przyszła mi myśl, aby zamiast osobistych życzeń, w to miejsce utworzyć konto pomocy dla Kętrzyna. Gratulanci mogli wpłacić dowolną sumę pieniędzy. W krótkim czasie na konto Czerwonego Krzyża wpłynęła suma około 200 000 marek. Z tych pieniędzy zakupiono bus, który przekazano parafii św. Jerzego w Kętrzynie oraz na budowę domu katechetycznego. Resztę pieniędzy 100 000 marek przekazano na szpital powiatowy w Kętrzynie.” oprac. Tadeusz Korowaj

Wystawa będzie czynna w dni powszednie, do końca sierpnia, w godzinach 9.00 – 16.00 oraz w pracujące soboty. red

(.)
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu tygodnikketrzynski.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

Dlaczego warto pracować z agencją marketingową

Warto było zlikwidować zdolności wojskowe jakie Polam-Farel dysponował w postaci skromnych warsztatów,które pracowały na rzecz wojska.Dziś cała Europa stawia na zbrojenie a w Kętrzynie w latach 1990 roku postawiono na rozbrojenie.Dziwnym trafem była jeszcze Narzędziownia jako odrębna jednoska w której było mnustwo maszyn i ludzi,którzy na 2-3 zmiany je obsługiwały i gdzie to wszysto się podziało dzisiaj byłoby jak znalazł i pracę by miały całe pokolenia.Philips wtedy nas wykupił i robi co chce ale to już nie nasza fabryka i Polacy nie są właścicielami.

Frezer-tokarz

06:25, 2026-02-05

Kętrzyńskie Morsy zagrały z Orkiestrą

U nas najprościej jest postawić zakaz kąpieli i po sprawie. Widzialem tu też zakaz ze skreślonym łabędziem, po czym łabędzie wyprowadzono do Czernik. Może czas już postawić jakiś transparent i czekać na rychłe zmiany? Rozumiem że jeziorko jest głebokie i jest od brzegu spadek ale istnieją plywajace baseny ograniczajace dno i przy samym wejsciu moglby taki byc. Takie rozwiząnia sa na sztucznych akwenach np nad Soliną i jakoś funkcjonuje a u nas nic sie nie oplaca?

Wyborca

06:45, 2026-01-30

Od 2 lutego druga tura ferii!

A co ma 2 tura ferii do naszego powiatu? Jakie atrakcje powiat przygotowal przyjezdnym? Uruchominie pociagu ktory funkcjonowal 100 lat ale gdy laicy zabrali sie za elektryfikacje to wyrzneli wszystkie drzewa i usuneli nawet stare korzenie z nasypow? Moze zrobmy z tego atrakcje lokalna?

Wyborca

22:34, 2026-01-28

150 osób obserwowało pokaz służb ratunkowych

W wieku tych chłopaków,to bylo bardzo dawno temu na tym naszym jeziorku wpadłem do przerębla które zrobione były aby ryba miała więcej tlenu,traf chciał,że sam się z pod lodu wydostałem jakim cudem ja nie wiem,cały mokry bałem się pokazać w domu to po drodze wstąpiłem do Kościoła św.Katarzyny bo myślałem,że tam po jakmś czasie wyschnę ale pomimo,że modliłem się żarliwie ubranie moje mnie nie grzało więc zmądrzałem na tyle aby pojawić się w domu.Babcia jak mnie w takim stanie zobaczyła to az się pożaliła czemu wcześniej nie przyszedłem a ja normalnie formalnie przeczuwałem,że za takie sprawowanie w domu będzie lanie a tu jakimś cudem usłyszałem politowanie.

Zbychu

07:27, 2026-01-26

0%