Zenon Piotrowicz: Inwestujemy w Wilczy Szaniec, lecz nie zapominamy o naszych lasach

Zenon Piotrowicz: Inwestujemy w Wilczy Szaniec, lecz nie zapominamy o naszych lasach

Wykopaliska cennych artefaktów, inwestycje i rekordowy sezon turystyczny w byłej kwaterze Hitlera – tak można podsumować pracowity rok Nadleśnictwa Srokowo. To nie wszystko, leśnicy tradycyjnie troszczyli się też o lasy. O tym jaki był ten rok i jakie są plany na przyszły, z Zenonem Piotrowiczem, nadleśniczym Nadleśnictwa Srokowo rozmawiał Robert Majchrzak.

 

Wilczy Szaniec to wizytówka Nadleśnictwa Srokowo. Sezon turystyczny zakończyliście z przytupem, bo dużym znaleziskiem historycznym. Proszę powiedzieć co dokładnie znaleziono w byłej kwaterze wodza III Rzeszy?

Rzeczywiście sezon turystyczny kończymy optymistycznie, nie tylko z okazji tych wykopalisk, ale bijemy też rekord frekwencji. W tym roku odwiedziło nas 330 tysięcy ludzi, czyli około 35 tysięcy więcej, niż w roku ubiegłym. To pokazuje, że działania leśników na tym obiekcie sprawiają, że turyści nie omijają nas i że będzie przyjeżdżało ich jeszcze więcej. W tym roku zrobiliśmy wiele inwestycji. W tej chwili jeszcze kończymy budować trasy zwiedzania, chodniki i alejki. Przy tej okazji postanowiliśmy ten teren przebadać archeologicznie. Dzięki współpracy z Fundacją na Rzecz Zaginionych Dzieł Sztuki Latebra z Gdańska udało nam się ściągnąć przez kilka kolejnych weekendów kilkudziesięciu poszukiwaczy z detektorami, którzy szczególnie w miejscach poddanych pracom ziemnym przeszukali około dwóch hektarów terenu. Sensacji podczas tych wykopalisk nie było, gdyż obiekt przez wiele lat powojennych był eksplorowany przez wojska radzieckie, polskich saperów oraz miejscową ludność. Obiekt po wojnie stał się zagłębiem materiałów budowlanych, zarówno przeznaczonych na odbudowę Warszawy, jak i lokalnych szabrowników. Jednak kilkudziesięciu poszukiwaczy, doskonalsze sprzęty i ich dociekliwość sprawiła, że udało nam się odkryć kilkadziesiąt artefaktów z tamtego okresu. Były to proste rzeczy, codziennego użytku i wyposażenia schronów wojennych, co daje pewne wyobrażenie o funkcjonowaniu i życiu ludzi, którzy tam mieszkali. Wykopaliśmy kilka elementów uzbrojenia, na przykład kawałek odłupanej lufy od działa, co wskazuje, że kaliber 88 armaty był używany w Wilczym Szańcu, a o czym wcześniej historycy nie wiedzieli. Natrafiono także na blaszany szyld z częściowo zatartym napisem „fryzjer”, co pokazuje, że obiekt ten miał charakter małego miasteczka. Mieszkało tam 2,5 tysiąca ludzi, czyli musiało być wszystko: umywalnie, sauny, prysznice. Odnalezienie tabliczki z rozdzielnią kotłowni centralnej dało nam obraz, że jedna kotłownia zasilała kilkanaście mniejszych obiektów w ciepłą wodę i centralne ogrzewanie. Tych drobnych rzeczy wydobyliśmy bardzo dużo. Te wszystkie artefakty będziemy chcieli wyeksponować, opisać do czego służyły, gdzie i kiedy zostały odnalezione.

Czy planowane są dalsze poszukiwania?

Akcja będzie kontynuowana w przyszłym roku. Z Fundacją Latebra współpracujemy od kilku lat. Otrzymaliśmy od nich wcześniej silnik od Heinkla, bombowca niemieckiego czy prototypową bombotorpedę, którą wykopali pod Gdańskiem. To pokazuje, że współpraca jest bardzo dobra i oni poważnie do niej pochodzą. Zamierzamy rozszerzyć nasze poszukiwania, nie tylko w zamkniętej strefie Wilczego Szańca, ale też na zewnątrz, włączając brzeg jeziora. Krążą różne legendy, że być może Niemcy wycofując się zatopili w jeziorze różne przedmioty, nie chcąc by dostały się one w ręce Rosjan.

Jakie jeszcze prace inwestycyjne udało się wykonać w tym roku w Wilczym Szańcu?

Przed otwarciem sezonu turystycznego udało nam się skończyć przebudowę całego kompleksu wjazdowego, obejmującego ponad dwieście metrów drogi publicznej, pawilon kasowy, parking dla jednośladów i przejazd kolejowy. Dzięki temu obsługa jest szybsza, a sam wjazd do obiektu bardziej reprezentacyjny. Kończymy remont kina i dawnego garażu pojazdów hitlerowskich. Najważniejszym elementem kończących się prac jest dawny schron sztabowy generała Jodla, w którym zrobiliśmy rekonstrukcję schronu, w którym oficer Claus Schenk Graf von Stauffenberg 20 lipca 1944 roku dokonał zamachu na Hitlera. Jest to drewniane wnętrze o wielkości 120 metrów kwadratowych, w którym zrekonstruowaliśmy wszystkie szczegóły zbliżone do wojennych, czyli olbrzymi dębowy stół, przy którym będzie stała teczka z bombą, stare mapy, maszyna do pisania. Chcemy jak najwierniej odtworzyć to wydarzenie. Mamy pomysł, by zrobić iluminację świetlną imitującą wybuch. Co ważne, chcemy pokazać miejsce zamachu w sensie historycznym, a nie bohaterów, bo Stauffenberg, być może jest nim dla Niemców, ale nie dla nas. Był przecież nazistą i uczestniczył w napaści na Polskę. Wystawa będzie miała taki wyważony charakter. W tym roku przygotowujemy się do przetargu i być może uda się już na początku roku rozpocząć budowę ogromnego pawilonu obsługi turysty, w którym będą umywalnie, ubikacje, sklepik, przewijaki dla mam z dziećmi, informacja turystyczna, biuro Wilczego Szańca, pomieszczenie dla przewodników. Zatem mamy pracowity rok przed sobą, a nasz harmonogram inwestycji obejmuje kolejne lata. Jak Bóg pozwoli to do emerytury będziemy mieć zajęcie.

Wilczy Szaniec jest wizytówką Nadleśnictwa Srokowo, ale nie można zapominać o waszej podstawowej działalności, czyli gospodarce leśnej. Jaki to był rok dla naszych lasów?

Zarządzamy osiemnastoma tysiącami hektarów lasów. Gospodarka leśna jest dzisiaj dosyć kłopotliwa i dotyczy to całej Europy przez jeden problem, czyli ocieplenie klimatu. Zauważa to przyroda i las.

 

Nasze lasy są zdrowsze, niż lasy na drugim końcu Polski.

 

Jednak pojawiają się nowe gatunki owadów, których do tej pory nie było, jest coraz mniej wilgoci w lesie, a jak brakuje wody to pojawiają się choroby. My jeszcze obserwujemy to w mniejszym wymiarze, ale spodziewamy się, że za 2-3 lata problemy natury ochrony i hodowlanej będą następowały i to jest dla nas wyzwanie, do którego musimy się przygotować. Próbujemy w tym zakresie prowadzić działania edukacji leśnej, żeby młodych ludzi wychowywać i pokazywać im te trudności klimatyczne, jak żyć w symbiozie z naturą i jak jej nie szkodzić. Jest to dzisiaj niezwykle trudne, bo za daleko to poszło. Wymaga to działań władz, które też to widzą, bo powstało nowe ministerstwo klimatu i mam nadzieję, że tymi problemami się zajmą.

Czy te zmiany mają też wpływ na zwierzynę leśną?

W pewien sposób tak, bo dziś borykamy się z Afrykańskim Pomorem Świń. To jest związane z tym, że dziki chorują i jego populacja spada. Na naszym terenie były przypadki ferm, na których zwierzęta trzeba było wybić. Jest pewne zagrożenie, że będzie to dalej postępowało. Pomyślmy sobie, co się stanie, gdy trzeba będzie wytępić hodowle świń. Jak wpłynie to na gospodarkę i ceny mięsa.

Rolnicy coraz częściej zgłaszają problem pojawienia się wilków na naszych terenach, czy leśnicy też to zauważają?

Myślę, że tu też możemy mówić już o pewnym problemie. Wilków jest coraz więcej. Na naszym terenie około trzydziestu osobników. Niedawno jeden z moich współpracowników zgłaszał, że widział sześć wilków. Obserwujemy, że ma to przełożenie na inną dziką zwierzynę, bo wataha musi polować. Rolnicy też zgłaszają, że na terenach przy lasach dochodzi do sytuacji, że mniejsze zwierzaki zostają zagryzione. Uważam, że wilk jako gatunek jest w przyrodzie potrzebny, ale ciężko jest ustalić pewną granicę między gatunkami, a liczebnością tej zwierzyny. Mamy wiele gatunków pod ochroną, ale nikt nie ustalił górnej granicy tej ochrony. Na przykład borykamy się z bobrami, które robią olbrzymie szkody gospodarcze, poprzez zalewanie terenów czy nadgryzanie drzew. Na naszym terenie jest około 2 tysięcy bobrów, które są pod ochroną i nic się z tym nie robi. Kiedy obserwujemy działania innych państw, które uchodzą za proekologiczne, jak na przykład Skandynawia, gdzie poluje się na bobry i mimo wszystko ta populacja ciągle rośnie, podobnie jest na Litwie czy Białorusi, a u nas się ciągle go chroni. Kolejny gatunek kontrowersyjny to łoś, który również robi wiele szkód gospodarczych, ale również obserwujemy wiele wypadków z udziałem tych zwierząt. Na naszym terenie jest około 350 osobników. I jak wchodzi rodzina łosia do młodego lasu, to przypomina on jakby ktoś po nim walcem przejechał. Okazuje się, że w ciągu jednej nocy hektar lasu, który rósł 20 lat znika. Wyobraźmy sobie zatem rozmiar szkód wyrządzonych w lesie, ale też na polach. Musimy się nauczyć chronić pewne gatunki, ale z drugiej strony wiedzieć, do którego miejsca tę ochronę wykonywać.

Jakie są wasze obserwacje jeśli chodzi o traktowanie lasu przez ludzi? Czy to się przez te lata zmienia? Zachowujemy się bardziej rozsądnie, ostrożnie czy dalej bezmyślnie niszczymy i śmiecimy?

Problem śmieciowy jest bardzo wstydliwy dla nas obywateli, bo my ponosimy dosyć duże koszty na zbieranie, wywożenie i utylizacje śmieci z lasu. Jest to duża akcja, w której często pomagają nam samorządy, szkoły, dzieci. Widzimy jednak, że ludzie dalej śmiecą i jest to problem, który w innych krajach nie jest zauważalny. Cieszy nas to, że ludzie lubią korzystać z lasu w sposób aktywny. Widzimy dużo rowerzystów, kijkarzy, spacerowiczów z pieskami. Zależy nam na tym, żebyśmy wiedzieli, że jest to nasz wspólny las, nawet nie państwowy, bo to się kojarzy, że jest niczyj. Bardziej trafne byłoby określenie narodowe lasy, wtedy bardziej byśmy się z tym utożsamiali. Las to jest nasze dobro wspólne, a leśnik jest tylko stróżem i lekarzem.

Dziękuję za rozmowę.

 

Podobne artykuły
    • zbyszek
    • Dodano 30 grudnia 2019

    Ta jedna tabliczka – szyld „Fryzjer”,przemawia do mojej wyobrazni więcej niż wszystkie te bunkry,proszę dla dobra sprawy nie pozwolić stworzyć autentyczny gabinet fryzjerski ,to będzie z korzyścią dla wszystkich miłośników historii.

    Odpowiedz
    • zbyszek
    • Dodano 30 grudnia 2019

    Pozwolić,pozwolić -Miłosnik historii od mlodych lat. 🙂

    Odpowiedz
Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *