Marta Kamińska: Dla mojej gminy chcę normalności

Marta Kamińska: Dla mojej gminy chcę normalności

Udział Marty Kamińskiej w wyborach na wójta gminy Barciany to bez wątpienia jedna z największych niespodzianek tegorocznych wyborów samorządowych. Swoją aparycją i energią mieszkanka Mołtajn w ekspresowym tempie zyskała przychylność mieszkańców gminy. Dziś wydaje się poważniejszą kandydatką do objęcia stanowiska wójta, niż jej zasiedziały w tym fotelu kontrkandydat.

 

Oczekując swojej rozmówczyni w jednej z podbarciańskich wsi miałem okazję porozmawiać z jej mieszkańcami. Są zachwyceni nową kandydatką na wójta. Mówią na przykład, że dzięki niej to co było niemożliwe przez ostatnie cztery lata, raptem stało się możliwe w ciągu tygodnia.

– Panie, jeżeli ta dziewczyna samym tylko startem w wyborach potrafiła ruszyć pół gminy, to co to dopiero będzie jak zostanie wójtem? – pytają retorycznie mieszkańcy Barcian. – Idziemy głosować na panią Martę!

W końcu spotykam się z kandydatką na wójta. W napiętym do granic możliwości terminarzu spotkań z mieszkańcami gminy, robi sobie przerwę na krótki wywiad do gazety.

 

– Kampania dobiega końca, ale Pani wygląda jakby ją dopiero zaczynała. Pełna energii, uśmiechnięta, w stu procentach potwierdzająca słowa, które nie tak dawno usłyszałem.

– Jak już kiedyś powiedziałam, chcę być z ludźmi i dla ludzi. Kontakt z ludźmi ma na mnie bardzo pozytywny wpływ. Jeżeli zostanę wójtem, będę utrzymywać stały kontakt z mieszkańcami gminy i reagować na ich potrzeby. Kocham ludzi i kocham z nimi rozmawiać.

– W kończącą się kampanię musiała Pani włożyć mnóstwo wysiłku. Łatwiejsze byłoby z pewnością organizowanie spotkań i zapraszanie na nie ludzi. Pani wybrała jednak inną formę – bezpośrednich spotkań.

– Tak. Podczas krótkiej kampanii starałam się odwiedzić wszystkich mieszkańców gminy Barciany. Zdaję sobie sprawę, że nie udało mi się to w stu procentach. Wszystkich tych, których nie udało mi się odwiedzić, chętnie poznam w trakcie sprawowania funkcji wójta. O ile oczywiście w niedzielę obdarzą mnie zaufaniem.

– Swoim potencjalnym wyborcom przedstawia Pani 19-punktowy program wyborczy. Które z tych punktów uważa Pani za najważniejsze?

– Gmina Barciany jest w takim stanie, że i te 19 punktów to zbyt mało. Wiedziałam, że jest tutaj dużo do zrobienia, ale po tych wszystkich rozmowach z ludźmi wiem dopiero, że do zrobienia nie jest dużo, a bardzo, bardzo dużo. Przede wszystkim oddłużenie gminy, stworzenie klarownych zasad zatrudniania ludzi do prac interwencyjnych czy robót publicznych, no i oczywiście drogi, drogi i jeszcze raz drogi. Stan większości dróg gminnych jest fatalny.

Musimy też zająć się oczyszczalnią we Frączkowie, która z tego co mi wiadomo, działa dziś na 15 procent swoich możliwości. Musimy wrócić do sprawy podłączenia gazu mieszkańcom Skierek i Podławek czy też do budowy chodnika w Windzie. Zamierzam stworzyć program zajęć pozalekcyjnych w mniejszych miejscowościach. Wiem, że dowożenie dzieci na takie zajęcia do Barcian może być problemem. Dlatego język angielski czy inne zajęcia ściągniemy do naszych wsi. To nie jest nic trudnego, a podobne rozwiązania funkcjonują już w sąsiednich gminach.

– Na realizację tych wszystkich pomysłów potrzeba pieniędzy. Sama Pani przed chwilą powiedziała, że gmina jest zadłużona.

– Teraz ja „odbiję piłeczkę” (śmiech). Sam pan napisał w jednym z artykułów, że samo przepłacanie trojga szefów gminnych jednostek kosztuje gminę ponad 100 tysięcy złotych rocznie. Zwracam uwagę – nie mówimy tu o wynagrodzeniach, a jedynie o ich nadwyżce względem podobnych stanowisk w sąsiednich gminach. Czy w tym morzu potrzeb stać nas na taką hojność? Domyślam się, że jest to wierzchołek i oszczędności w gminnych wydatkach będzie można znaleźć dużo więcej.

– Na swoim fanpejdżu napisała Pani, że niektóre osoby z obozu Pani kontrkandydata straszą ludzi, że gdy zostanie Pani wójtem rozpoczną się czystki kadrowe… 

– Utnijmy to raz na zawsze! Nie przewiduję żadnych czystek kadrowych! Ani w GOK-u, ani w GOPSie, ani w żadnej ze szkół czy firm komunalnych. Niektórzy pracujący na stanowiskach kierowniczych muszą jednak zdać sobie sprawę z tego w jakiej sytuacji finansowej znajduje się gmina. Nie może być też tak, że szefowie jednostek gminnych otrzymują wynagrodzenia najwyższe z możliwych, a pracownicy otrzymują tzw. najniższą krajową, lub pracują na umowach „śmieciowych”. To przecież też są mieszkańcy naszej gminy!

Nawiązując do pytania, dotarły też do mnie informacje, że straszono nauczycieli i pracowników oświaty, że gdy zostanę wójtem to zamknę szkołę w Windzie. Jest to totalna bzdura!

– Ale jakieś zmiany jednak Pani zapowiada.

– Oczywiście. Zaczynając od szkół, bo ten temat jest mi bliski z racji kilkunastoletniej pracy w Gdańsku, nie może być tak, że nauczyciele nie otrzymują należnych im pieniędzy, a pomoce naukowe, w tym banalny papier do ksero, muszą kupować na swoje pieniądze. To jest skandal! Wiem, że w naszych szkołach są na przykład przestarzałe mapy. To jak w takich warunkach mamy kształcić naszą młodzież? Gmina musi znaleźć na to wszystko sposób i pieniądze.

Jeżeli zostanę wójtem, zrezygnuję z podatków za psy. Znajdę sposób na adaptację pustostanów, które zamierzam przekształcić w mieszkania socjalne. W gminie musimy też zacząć korzystać w pełni ze źródeł energii odnawialnej i koniecznie poprawić ogólną estetykę. Przecież regularne wykaszanie chaszczy nie jest drogie, a mamy przecież w tak małej gminie aż dwie spółki komunalne. Trzeba koniecznie zadbać o plażę w Mołtajnach. Pamiętam czasy, w których tętniła życiem…

– Niektórzy, możemy się tylko domyślać kto, mówią, że w swojej kampanii nie zawsze stosuje Pani zasady fair-play.

– Totalny Absurd. Sam pan wie, że to mnie od samego początku próbowano zniechęcić do prowadzenia kampanii. Najpierw żona pana Kozyry wytoczyła mi proces sądowy, który ostatecznie przegrała i nawet nie odwołała się od decyzji sądu. Później jeden z powiatowych radnych, startujący w poprzednich wyborach z listy pana Kozyry, poskarżył się publicznie, że wywieszam swoje plakaty w sposób niedozwolony i żądał wyciągnięcia wobec mnie konsekwencji. Takie konsekwencje nie zostały wyciągnięte, bo po prostu nie mogły być! Dalej mówiono, że nie poradzę sobie z wójtowaniem gdyż mam małe dzieci, że zlikwiduję szkoły, że będę zwalniać z pracy urzędników i pracowników jednostek gminnych. Mówiono nawet, że jeżeli wygram wybory to pan zostanie dyrektorem Gminnego Ośrodka Kultury i że założyłam fałszywe konto Ryszarda Kozyry na Facebooku. Uff, nazbierało się tego (śmiech).

– Zaraz, ja miałbym być dyrektorem GOK-u? Miałem co prawda taki epizod w życiu, ale było to bardzo dawno temu i nigdy więcej… Ale to nie o mnie ma być ten wywiad. Jakie były Pani reakcje na te wszystkie pomówienia?

– Z jednej strony złość, ale z drugiej radość, że obóz kontrkandydata nie ma prawdziwych argumentów i musi uciekać się do brudnej gry.

– Na zakończenie naszej rozmowy może udzieli Pani jakichś wskazówek mieszkańcom gminy przed niedzielnym głosowaniem?

– Żadnych  wskazówek! Ludzie mają swoje rozumy i swój rozsądek. Ze swojej strony jedynie zapraszam mieszkańców gminy Barciany na niedzielne wybory.

– Dziękuję za rozmowę.

Rozmowę przeprowadził: Robert Majchrzak

 

Zdjęcie: Marta Kamińska. Nowa wójt gminy Barciany? Fot. Robert Majchrzak

Podobne artykuły
2Komentarz
    • zbyszek
    • Dodano 19 października 2018

    Jota w jotę jakbym słyszał Pana Hećmana,miło będzie jak Pani i ludziom spełnią się te marzenia bo tędy droga sukcesu.A gledzenie i ględzenie o sprowadzaniu inwestorów to już mam dość,oni sami przyjdą i jeszcze będą prosić o tereny pod inwestycje.Wiemy,że gmina leży blisko Rosji,coś musi w końcu ruszyć chyba,że nie.

    Odpowiedz
    • Dupoliz nadworny
    • Dodano 20 października 2018

    zbyniu zostałeś uhonorowany tym zaszczytnym tytułem.

    Odpowiedz
Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *