Czy kętrzyńskie graffiti to naprawdę graffiti?

Czy kętrzyńskie graffiti to naprawdę graffiti?

Od kilku miesięcy w różnych miejscach naszego miasta, na garażach, kamienicach, blokach mieszkalnych pojawiają się szkaradne bazgroły, w oczach ich twórców uchodzące zapewne za graffiti. Niestety, naprawdę bardzo mi przykro, ale nawet przy największej życzliwości i sympatii dla sztuki ulicy, żaden z zapytanych przeze mnie ekspertów, nie był skłonny nazwać tych nieudolnych wrzutów graffiti. Z czym więc mamy do czynienia?

 

Z prawnego punktu widzenia, z dewastacją mienia publicznego, czyli wykroczeniem lub przestępstwem ściganym w zależności od skali zniszczeń z art. 124 par. 1 kodeksu wykroczeń lub art. 288 par. 1 kodeksu karnego. Z estetycznego punktu widzenia, z bohomazem pozbawionym zarówno formy, jak i treści. Z psychologicznego punktu widzenia, z formą grafomanii, być może kompensującą autorom jakieś deficyty. Psychologia psychologią, ale dlaczego musimy wszyscy to oglądać?!

 

Powiew lat 90-tych

Malowanie  na murach jest chyba stare jak świat. Niektórzy badacze przekonują nawet, że sięga czasów jaskiniowych, przywołując malowidła naskalne z Lascaux czy z jaskini Chauveta. Nieudolne podobizny mamutów, niedźwiedzi czy koni stanowią bezcenne świadectwo życia ludzi czasów prehistorycznych, ale wartość artystyczna tych prac nie jest chyba większa niż dziecięcy szkicownik, w którym niewprawna ręka siłuje się z płonącą wyobraźnią. Na szczęście człowiek w każdej dziedzinie potrafi doskonalić swoje umiejętności i tak od czasów paleolitu do epoki antropocenu również malowanie po ścianach przeszło ogromną ewolucję, stając się w XX wieku niekwestionowaną dziedziną sztuki, wchodzącą w skład szerszego zjawiska zwanego street artem. Współczesne malarstwo ścienne ma wiele odmian. Jedną z najpopularniejszych jest graffiti. Jej nazwa wywodzi się z języka włoskiego, w którym słowo „graffito” oznacza „cieniowanie kreskami”, czyli jeden ze sposobów ozdabiania ceramiki. Moda na ozdabianie kolorowymi kreskami z aerografu budynków, pociągów, wagonów metra pojawiła się w latach 60. ubiegłego stulecia w Nowym Jorku, a stamtąd rozlała się w ciągu kilku dekad po całym świecie.

W Polsce graffiti swój boom przeżywało w latach 90. To wówczas wagony kolejek podmiejskich, tereny wzdłuż trakcji kolejowych, budynki pofabryczne, przejścia podziemne pokryły się spontanicznymi wrzutami wyrastających jak grzyby po deszczu składów. Tagi, charaktery, blockbustery, a później również imponujące malowidła 3D stały się, czy to się komuś podoba czy nie, elementem pejzażu miejskiego, tak samo jak billboardy reklamowe czy tablice świetlne. Środowisko grafficiarskie działające często na marginesie prawa lub poza jego granicami wypracowało swój wewnętrzny kodeks, którego podstawową zasadą jest jakość. Niezależnie od tego, czy działa się na legalu czy uprawia tzw. bombing, prawo do posługiwania się sprayem daje dopiero opanowanie techniki. Osobnik, który bez żadnych umiejętności wychodzi w przestrzeń miejską i szpeci miasto nieudolnymi wrzutami, jest najczęściej wyśmiewany, uznawany za zwykłego szkodnika, który zajmuje niepotrzebnie miejsce i kompromituje całe lokalne środowisko.

 

Z puszką sprayu w miasto

Kętrzyn moda na graffiti w latach 90. praktycznie ominęła. Owszem, mieliśmy pojedyncze wrzuty węgorzewskiej grupy SP w okolicach dworca PKP oraz kilka prac lokalnych writerów na terenie gimnazjum przy ulicy Wojska Polskiego oraz na garażach przy Poznańskiej. Nie były to jednak dzieła najwyższych lotów, raczej liga okręgowa. W ostatnich latach pojawiło się kilka legalnych prac. Na murze Philipsa od strony parku, na garażu przy ulicy Asnyka nad jeziorkiem praca upamiętniająca 660 rocznicę praw miejskich Kętrzyna autorstwa Piotra Kani z Grudziądza i Piotra „Dziki Wschód” z Bartoszyc oraz ostatnie dzieło wykonane przez młodego artystę z Mrągowa w ramach projektu „Młodzież 44” na garażu nieopodal skate parku przy Poznańskiej. I to prawdopodobnie to ostatnie dość spektakularne jak na kętrzyńskie warunki dzieło stało się zachętą dla jakiegoś domorosłego pseudografficiarza lub grupy pseudografficiarzy, by wyjść z puszką sprayu w miasto. Doprawdy opłakane skutki tej tfu twórczości mieszkańcy Kętrzyna ze zgrozą oglądają już od kilku miesięcy. Pomazany został skate park, garaże przy alei rotmistrza Pileckiego, bloki na osiedlu Sikorskiego, kamienice przy Wojska Polskiego i Daszyńskiego. Wygląda na to, że upojeni swoją małomiasteczkową sławą wandale w poczuciu bezkarności nie zamierzają niestety na tym poprzestać. Na ich bazgroły złorzeczą nie tylko osoby starsze, ale co ciekawe, bardzo podobne opinie wyrazili zapytani przez nas doświadczeni i znani w Polsce writerzy. Dawid IDIOM kolaborujący przed laty z legendarnym olsztyńskim składem AC BAND na widok zdjęć z Kętrzyna wybucha śmiechem: Przecież gołym okiem widać, że te dzieciaki nie mają pojęcia o technice. To prawdopodobnie ich pierwsze próby z farbą w puszce. Niewykluczone, że kupili jakąś marną farbę w markecie budowlanym, ciśnienie jest niskie, cap przyschnięty.

 

Ćwiczyć, ćwiczyć i ćwiczyć

Współczuję wam, że musicie to oglądać. Podobnego zdania jest GREGOR, artysta pochodzący z Koszalina, obecnie współtworzący trójmiejską scenę graffiti. Żenada. Sam zaczynałem od bombingu i znam smak adrenaliny, nielegalnych akcji, ucieczek przed sokistami, ale szczerze mówiąc, jak patrzę na coś takiego, to myślę, że wydałbym bez zastanowienia dożywotni zakaz sprzedaży sprayu komuś takiemu. To byłby najniższy wymiar kary.

– Każdy akt twórczy o jakichkolwiek ambicjach artystycznych, nawet jeśli przebiega w sposób spontaniczny, oparty być musi na jakimś koncepcie albo świadomie realizowanym, albo choćby intuicyjnie przeczuwanym. W przeciwnym razie koncentruje się on wyłącznie sam na sobie, stając się czymś na kształt grafomanii – tłumaczy wybitny teoretyk sztuki profesor Wiewiórczak. Przekładając ten wywód na język bardziej zrozumiały, można powiedzieć, że zanim artysta weźmie do ręki pióro, pędzel czy puszkę sprayu, powinien posiadać  przynajmniej jakąś mglistą wizję tego, co chce powiedzieć, pokazać, wyrazić. Jeśli nawet takiej wizji nie ma, kieruje nim wyłącznie próżne pragnienie bycia jak artysta. W literaturze nazywamy to pogardliwie grafomanią. W czasach mojego dzieciństwa przed podobnymi pokusami przestrzegało również popularne powiedzenie: Jeśli nie potrafisz, nie pchaj się na afisz. Dziś zdarza nam się jeszcze mówić z uznaniem o czyjejś działalności „to nie lada sztuka”. Podkreślamy w ten sposób, że sztuka wymaga wybitnych umiejętności, jest dążeniem do doskonałości, do mistrzostwa formy. Sztuka to coś, co chcielibyśmy podziwiać, nawet jeśli to coś namalowane jest farbą w sprayu na garażu. Ale jeśli to coś jest szkaradne i nieudolne, „twórca” powinien pójść do kąta i tam ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Najlepiej zgodnie z teorią Malcolma Gladwella co najmniej 10 tysięcy godzin. Może wtedy efekty będą takie, że nie będziemy musieli się ich wstydzić przed gośćmi przyjeżdżającymi do Kętrzyna z Polski. Na razie jest wstyd straszny i wioska. Tomasz Chlewiński

A tak to robią ci, którzy potrafią:

Podobne artykuły
9Komentarz
    • trzeci
    • Dodano 15 stycznia 2019
    • NRA
    • Dodano 15 stycznia 2019

    Czy potrzebna jest decyzja burmistrza aby wykonać legalnie graffiti? Czy wystarczy pomysł tematyczny i piękno potwierdzone przez niezależnego eksperta w dziedzinie graffiti? Proponuję Różaną ozdobić kolczastymi różami, Pileckiego, Wojska Polskiego i Obr. Westerplatte bohaterskimi scenami. A na pieknej ścianie nad SEZAMEM w centrum starego miasta pasowałaby wykonac mural z datą i logo upamiętniającym nadanie praw miejskich RASTEMBORKOWI

    Odpowiedz
    • Krzysiek
    • Dodano 15 stycznia 2019

    Bardziej przypomina mi rysunek pięciolatka jak graffiti. Dla mnie wszystko może być pokolorowane, byle z pomysłem i wygladem. Przeszkadzają mi natomiast reklamy wszystkiego wszędzie

    Odpowiedz
    • ketrzynianka
    • Dodano 15 stycznia 2019

    Na tej ścianie nad sezamem mural byłby super wizytówką miasta. Pomysły można mnożyć, choćby atrakcje około kętrzyńskie, lub nieistniejący już budynek hotelu który stal w tym miejscu, albo sam Marszałek Piłsudski (z uwagi na nazwę placu). Warto zainspirować się muralem z okolic ul. Asnyka tam jest fajny dotyczący rocznicy nadania praw miejskich.
    Burmistrzu pomysł murali tematycznych na garażach wzdłuż ulic i w centrum miasta na 5 letnia kadencje byłby fajny 🙂

    Odpowiedz
    • Picasso
    • Dodano 15 stycznia 2019

    Proponuję upamiętnić nieistniejące obiekty przemysłowe, cukrownie, browar, drożdżownie z datami likwidacji oraz wizerunek burmistrza panującego w tym czasie. To byłaby przestroga aby takich błędów kolejny raz nie popełnić w przyszłości.

    Odpowiedz
      • TKM
      • Dodano 15 stycznia 2019

      Co ty Picasso bajdurzysz ? jaki wplyw na prywatne zaklady mial Burmistrz , dodaj jeszcze mlyn i nie powtarzaj to samo jak papuga.
      Jeszcze : KPBP, PBK,Transbud,PUR ,PBRol a teraz PKS itd. itd. itd

      Odpowiedz
    • Pan M
    • Dodano 15 stycznia 2019

    Te bohomazy to żadne graffiti. Taki syf robią zwykli szmaciarze, pochodzący z patologicznych rodzin.

    Odpowiedz
    • Koc
    • Dodano 16 stycznia 2019

    Kim jestes drogi redaktorze żeby oceniać grafitti? Proponuje obejrzenie filmu ‚style wars’ dostępny na yt z napisami żeby skumać chociaż trochę o czym się pisze. Najbardziej jednak zadziwiający jest fakt ze co jakiś czas powstają penisy i JP na 100% i nikogo to nie kuje w oczy. Nagle gdy powstaje trochę abstrakcji z użyciem kolorów ostrzejszych kolorow wszyscy świrują haha nie pozdrawiam prymitywów

    Odpowiedz
    • olo
    • Dodano 17 stycznia 2019

    Te grafiti robią jakieś ułomne gimbo zjeby zacofane w rozwoju beztalencia.

    Odpowiedz
Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *